Palikota wszędzie pełno. Chce debatować, udzielać wywiadów, organizuje konferencje, manifestuje przed kancelaria premiera. W przeciwieństwie do partii Jarosława Kaczyńskiego, Palikot przyjął strategie aktywności w mediach i debatach (jeżeli oponenci chcą z nim rozmawiać). Wczoraj szef RPP "dostał się" do programu Tomasza Lisa, gdzie wraz Pawłem Poncyliuszem z PJN-u przekonywał widzów do niegłosowania na stare elity partyjne (PO, PiS, SLD, PSL), a na nowe alternatywne ruchy.
Podczas programu padła odważna deklaracja ze strony Janusza Palikota, który stwierdził, że gdyby RPP weszło do parlamentu i mogło decydować o obsadzie rządu, to stanowiska te obsadził by ekspertami i fachowcami, a nie członkami ruchu. - Jeśli by się okazało, że ktokolwiek z naszych członków, członków naszego ugrupowania obejmie funkcję ministerialną to ja składam mandat. My nie powstaliśmy po to by brać stanowiska, tylko do rządu fachowców powołać ludzi, którzy będą w stanie zrealizować nasz program.
Ciekawe słowa szefa RPP mają podwójny wydźwięk. Z jednej strony wyborca lubi usłyszeć, że rządził nim będzie ekspert i fachowiec, a nie polityk (wszyscy politycy to złodzieje). Z drugiej zaś przeciętny Kowalski może się zastanowić, dlaczego członek Ruchu Palikota nie może objąć ministerialnej funkcji? Czyżby w ugrupowaniu Palikota nie było doświadczonych, kompetentnych działaczy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz