Wczoraj widzowie TVP2 mieli okazję oglądać kolejną debatę wyborczą (teraz wywiady z politykami noszą miano debat). W programie "Tomasz Lis Na żywo" gościł Donald Tusk, który jako jedyny z czwórki zaproszonych liderów politycznych zjawił się w programie Tomasza Lisa. Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski nie przyjęli zaproszenia, zaś Waldemar Pawlak odwołał wizytę tuż przed programem. Redaktor naczelny tygodnika Wprost pytał głównie o dorobek rządów Platformy Obywatelskiej. Premier odpowiadał również na pytania z zakresu służby zdrowia, bezrobocia czy finansów.
Donald Tusk w programie zaprezentował wizerunek lidera, który rozpoczął modernizację kraju, lecz z różnych powodów (czas czy kryzys) jej nie zakończył. Według premiera "Polska w budowie" jest uczciwie przedstawionym hasłem wyborczym, które z jednej strony pokazuje, że nasz kraj się rozwija (mimo braku zakończonych inwestycji), z drugiej zaś przedstawia samo-rozliczenie rządów PO. - Polska w budowie, to nie jest tylko uczciwe postawiona sprawa. Jako pierwsza rządząca partia przystąpiliśmy do kampanii z założeniem, że rozliczamy się sami z sobą, skoro inni nie chcą. Z gotowością do starcia z każdym. Jeśli mówimy o Polsce w budowie, to wiemy, że jest rozkopana. Ale dziesiątki inwestycji jest też zakończonych - przekonuje Tusk. Premier nie popełnił jednak podobnego błędu do Ewy Kopacz z ostatniej debaty w TVN24. Nie przechwalał się osiągnięciami rządu, jedynie je podkreślał, z pokorą przyznając, że nie udało się wszystkiego zrealizować. Mamy więc nową jakość na naszej scenie politycznej, przeciwstawiającą się zasadzie: MY - zawsze dobrzy i najlepsi, ONI - źli. Przykładowo w temacie koleji premier stwierdził: - Wiem, że trasa Warszawa-Gdańsk to dramat, bo jest w budowie. Nie wszystko zdążyliśmy zrobić. - Kiedy mówiłem o marzeniach, nie przewidzieliśmy globalnego kryzysu – dodał. W rozmowie z Tomaszem Lisem, jednak Donald Tusk zbyt często bronił się światowym kryzysem, co wypomniał mu sam prowadzący.
Donald Tusk wykorzystał w pełni brak swoich rywali w studiu. Premier pokazał telewidzom, że żadnej konfrontacji się nie boi i, że jest do dyspozycji w sprawie przeprowadzenia debat przedwyborczych. Wypowiadając się na temat debat telewizyjnych do których nie dochodzi, zręcznie odwoływał się do słów drugiego gościa programu (który wystąpił po premierze), znanego boksera Tomasza Adamka. - Jesteśmy w trakcie kampanii wyborczej i każda rozmowa to rodzaj walki bokserskiej. To też bój o zaufanie ludzi, o przekonanie do swoich argumentów. Trzeba mieć to coś, o czym mówił Tomasz Adamek. Donald Tusk, używając wręcz podwórkowego slangu, stwierdził, że jego przeciwnicy po prostu boją się konfrontacji twarzą w twarz. - Intuicja mi podpowiada, że to ten problem którego nie ma Adamek przed walką z Kliczką, że wybiera się byle pretekst do uniknięcia konfrontacji. Ten kto nie chce otwartej dyskusji przy świadkach, to tak jak na podwórku: gdy jest "solo", to się nie udaje, że mama woła na kolację - mówił premier.
Donald Tusk u Tomasza Lisa Na żywo:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz